• Wpisów: 1698
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 12:19
  • Licznik odwiedzin: 46 062 / 2364 dni
 
saaalvame
 
1892546.gif


*"Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta..." - czy Wy też nucicie sobie tą piosenkę ze świątecznej reklamy Coca-Coli? Zapewne nie raz z Waszych ust padły właśnie te słowa i nie bez powodu, bo mamy już grudzień, a co za tym idzie - zbliża się Boże Narodzenie. Jedne z moich ulubionych świąt, a dlaczego? Chyba nie trzeba tego tłumaczyć. :) Dużo smakołyków na stole, choinka, prezenty, kolędy, dom pełen gości, rodziny, śnieg za oknem, radość ogarniająca wszystkich ludzi... Mogłabym jeszcze długo, długo wymieniać, ale wydaje mi się, że nie muszę, bo wszyscy mnie doskonale rozumieją. :)*

christmas-christmas-time-coca-cola-coco-cola-old-ad-Favim.com-286474.jpg


*WIGILIA ♥*
Jeden z moich ulubionych dni w grudniu, a dlaczego? To właśnie w tym dniu najwięcej się dzieje...
Już od samego rana w całym domu czuć świąteczną atmosferę. Mama krząta się w kuchni, pisząc w biegu listę ostatnich świątecznych zakupów i wysyła tatę do sklepu, a ja... ja przyglądam się z boku z uśmiechem na ustach, włączam radio i już w całym domu roznosi się odgłos kolęd. :) Słuchając ich i podśpiewując pod nosem pomagam mamie w kuchni, podkradam różne smakołyki, przez co już nie raz i nie dwa dostałam ścierką po rękach... :D A potem siedzę z nosem przy szybie i czekam na tatę, który ma wrócić lada chwila z zakupów... Nareszcie! Jest! Wchodzi obładowany reklamówkami do domu, mama wrzeszczy na niego, gdzie on się tyle podziewał, a on ze stoickim spokojem i uśmiechem na ustach odpowiada: "Przecież jest Wigilia, nie tylko ja musiałem zrobić zakupy.", po czym zdejmuje kurtkę, buty, i zakładając kapcie wchodzi do pokoju i woła: "Weronika ubieramy choinkę!" Przybiegam uradowana do pokoju, wyjmuję wszystkie ozdoby i zaczynam z tatą strojenie tradycyjnego drzewka bożonarodzeniowego. Co jakiś czas mama przychodzi na "kontrolę", bo według niej nie może być zbyt strojnie... W głośnikach słychać słowa jednej z najpiękniejszych, polskich kolęd: "Cicha noc, święta noc, pokój niesie ludziom wszem, a u żłóbka Matka Święta, czuwa sama uśmiechnięta nad dzieciątka snem...", a my świetnie bawimy się, ubierając choinkę. Kiedy już skończymy pytam tatę: "Kupiłeś cukierki?", a on nic nie mówiąc idzie do kuchni, przynosi wiklinowy koszyczek i ogromną reklamówkę cukierków, po czym wspólnymi siłami przesypujemy słodycze do koszyczka i ustawiamy pod choinką... Jeszcze prezenty i... już, gotowe! Nareszcie wszystko skończone! Biegnę do kuchni: "Mamo, mamo, skończyliśmy, chodź, zobacz." - wołam z uśmiechem, a mama, wycierając ręce ubrudzone mąką idzie za mną, staje w drzwiach pokoju i z uśmiechem patrzy na drzewko mieniące się srebrnym i niebieskim kolorem. "Dobra robota. A teraz raz, dwa do kuchni. Wigilia sama się nie przygotuje!" - woła zadowolona mama i całą trójką, razem z tatą, zmierzamy do kuchni...

Sianko pod śnieżnobiałym obrusem już jest, stół nakryty, nawet talerz dla niespodziewanego gościa jest. Rodzinka w komplecie, prezenty pod choinką, ale jeszcze nie możemy zaczynać... Zakładam kurtkę, buty, szalik, czapkę, rękawiczki - wszystko w pośpiechu i wybiegam z domu, wyciągam ze schowka sanki i siadam na nich, spoglądając w niebo. Nagle... Jest! Tak, widzę dobrze! Jest pierwsza gwiazdka! Uradowana, z ogromnym uśmiechem na ustach wbiegam do domu: "Jest, możemy zaczynać!" - wołam od progu zdejmując w biegu kurtkę. Cała rodzina, która zebrała się w naszym domu patrzy na mnie z rozbawieniem, a ja z wielkim bananem na ryjku i czerwonym od mrozu nosem podbiegam do mamy i rozpoczynamy modlitwę. Modlimy się za wszystkich naszych zmarłych, za ludzi samotnych, a następnie czytamy fragment Ewangelii, opisującej narodzenie Pana Jezusa: "W owym czasie wyszło rozporządzenie..." - tata czyta, a ja z pamięci, cichutko, pod nosem szepczę te słowa, po czym uśmiecham się promiennie, widząc, że mama podaje wszystkim opłatek. Zaczynamy... Szczere życzenia, płynące prosto z serca, każdy każdemu życzy: zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń, itd. Wszyscy są zadowoleni, uśmiechnięci... Dzielimy się opłatkiem nawet z naszym psiakiem, który siedzi grzecznie w kąciku i przygląda się nam z zaciekawieniem... Po chwili pada hasło: "Siadajcie do stołu." i wszyscy z uśmiechami na ustach zajmujemy swoje miejsca - ja jak co roku siedzę pomiędzy tatą i mamą... Zaczynamy jeść: barszcz biały z grzybami, barszcz czerwony z uszkami, karp, kapusta z grzybami, pierogi, kompot z suszu... Tradycyjnie już 12 potraw, nie wszystko lubię, ale jem dzielnie - tradycja nakazuje zjeść wszystkiego po trochę, więc to wypełniam... :) No, nareszcie! Koniec jedzenia. Czuję się jakbym zjadła tonę, ledwo się ruszam, ale skusiłam się jeszcze na kawałek tradycyjnego piernika cioci... Ach ten smak - mówiąc potocznie "niebo w gębie"... Nikt nie może się ruszyć z przejedzenia, ale jakoś ostatkami sił doczołgaliśmy się do choinki. Siadam pod drzewkiem i wyciągam kolejne paczuszki z prezentami - drobne podarunki, ale jak dużo radości potrafią sprawić. :) Po rozdaniu wszystkich prezentów otwieramy śpiewniki i śpiewamy kolędy i pastorałki, popijając ciepłą herbatę z miodem i cytryną, i zajadając się mandarynkami... Tak mija nam cały wieczór... Patrzę na zegarek 22:22, uśmiecham się i patrzę w niebo na jedną, najjaśniej świecącą gwiazdę. "Cześć Aniołku. Mam nadzieję, że dobrze Ci tam, w górze. Tęsknię za Tobą..." - myślę, a z mojego oka spływa jedna, samotna łza, którą szybko ocieram i wracam do reszty. "Gramy w Eurobussines!" - zawołał mój wspaniałomyślny wujek, a wszyscy - o dziwo - zareagowali entuzjastycznie. Idę po grę, a następnie zaczyna się "walka"... Czas mija nam bardzo szybko w swoim towarzystwie. "Która godzina?" - pyta babcia. "23:30 babciu." - odpowiadam z uśmiechem. "Nie idziecie na pasterkę?" - pyta staruszka. No i wtedy zaczyna się panika. Wszyscy w pośpiechu się ubieramy i idziemy do kościoła, żeby przywitać Pana Jezusa. Babcia nie idzie z nami, zostaje w domu i ogląda transmisję pasterki w telewizji, pasterki, którą odprawia papież w Watykanie... Po mszy wracamy do domu, pijemy gorącą czekoladę, i siedząc przy choince wspominamy... Później, kiedy wszyscy są już zmęczeni żegnamy się i idziemy do łóżek, trzeba odpocząć przed kolejnym dniem - 25 grudnia, pracowity dzień - odwiedzamy groby bliskich, ale to już inna historia... :)
_________

o jacie, ale się spisałam oO Wigilia w moim domu już tak nie wygląda... opisałam czas, kiedy byłam jeszcze małym dzieckiem - no, może nie takim małym, bo miałam 11 lat, ale dla mnie to i tak odległe czasy... tęsknię za TAKIMI świętami, ale one już chyba nie wrócą... ;(

~ *Justin Bieber - Fa La La* ~


jeśli znalazł się ktoś, kto przeczytał to wszystko to podziwiam... mnie samej nie chciałoby się tego czytać, naprawdę... :)

*A jak u Was wygląda Wigilia? Podobnie do mojej Wigilii z przed prawie 5 lat? Podzielcie się tym ze mną w komentarzach, byłoby mi miło. :)*

♥ "...let it snow, let it snow, let it snow..." ♥

Favim.com-564934.jpg

Nie możesz dodać komentarza.